sobota, 14 września 2013

Od Renesmee - List

I stało się...Prawie połowa lata,szkoda,że wakacje tak szybko przeminęły,no nie do końca...A ja wciąż jeszcze nie wybrałam szkoły...No nic,będę się tym martwić za...tydzień?No może.Wyszłam na pastwisko do Gran'a,stajenny pewnie już dawno odszedł,już ósmy w tym miesiącu...Niesforny koń.Poklepałam go po grzbiecie na powitanie i usiadłam na płotku,który ogradzał pastwisko.
-Pięknie,możesz być z siebie dumny,kolejny stajenny poległ.-Gran zarżał jakby się śmiał,dziwne,że tylko ja w okolicy potrafiłam zrozumieć zwierzęta...Obejrzałam się za siebie,no nie,szykują się kłopoty,czyli pies sąsiadki,Gran tupnął kopytami w ziemię,na szczęście przyjechał listonosz i jak to mój kochany Gran od razu pobiegł na drugi koniec pastwiska żeby "przywitać" się z nim.Jeden list był do mnie i to z...Lorendoru!Najlepsza szkoła i przyjęła mnie!
-Gran,przyjęli mnie!-krzyknęłam do konia,który jak ja cieszył się i wesoło podskakiwał.-Ale,przecież nie zabiorę konia...-powiedziałam smutna,Gran wziął walizkę i próbował jakoś się do niej wcisnąć.-Nie nie jedziesz,ja też nie.-koń przestał pakować się do walizki i popatrzył na mnie jak na ducha.-Ja zostaję tutaj i ty też.-powiedziałam stanowczo.Koń przeskoczył płotek i złapał rękaw mojej bluzki tym samym pociągnął mnie i wsadził na swój grzbiet,zaczął biec jak szalony.-Gran opanuj się!-krzyknęłam próbując nie spaść z niego,przed domem ostro zahamował,spadłam na kanapę ogrodową,która stała na tarasie.-Co ci odbiło mogłeś mnie zabić!-Wydarłam się na konia,który po swojemu się śmiał.-Nie nie nie,nie ujdzie ci to na sucho,jak tylko stajenny,NOWY stajenny przyjdzie to zamknę cię w tym boksie i...-nagle z domu wyszła ciocia,z Gran'em popatrzyliśmy się na siebie i szybko stanęliśmy przed ciocią na ciocią uśmiechając się nerwowo,list schowałam za plecy-Cześć ciociu!Jak tam dzień,może zechcesz się położyć,odpocząć-zaśmiałam się nerwowo łapiąc ciocię za rękę i prowadząc do domu,przed nami nagle pojawił się Gran w pysku trzymał list,przekazał go nikomu innemu jak cioci!
-Co za złośliwy koń-wymamrotałam pod nosem w stronę Gran'a
-Co to?-zapytała ciocia powoli czytając list.
-Co?A to...A takie nic-zaśmiałam się nerwowo.
-Przyjęli cię?!-zapytała uradowana ciocia.
-Chyba się...pomylili.-syknęłam przez zaciśnięte zęby w stronę Gran'a,który dumnie podniósł głowę.
-Raz,trzeba cię spakować!-wykrzyknęła zadowolona biegnąc do domu na górę.
-Zadowolony?-zapytałam ironicznie i uderzyłam głową o ścianę.Gdy już wieczorem byłam gotowa,ciocia odwiozła mnie na stację gdzie miał mnie zabrać pociąg.Westchnęłam i wsiadłam do pociągu.Zajęłam miejsce prawie na samym tyle.Wyjrzałam przez okno i nagle...Gran!Biegł za pociągiem!Najpierw spanikowałam rozmyślając w głowie co z nim zrobić,ale ten zniknął gdzieś,uspokoiłam się myśląc że zrezygnował.Gdy przybyłam pojawił się ten sam Gran!Podniosłam głowę i ruszyłam przed siebie.
-Obraziłam się na ciebie.-oznajmiłam,ale ten szedł za mną,złapał mnie za rękaw i głową wskazał przeciwny kierunek,no tak pomyliłam się,szkoła znajdowała się gdzie indziej.
-Zrobiłam to...specjalnie.-koń parsknął i ruszyliśmy w przeciwnym kierunku,w końcu mu wybaczyłam,okazało się,że szkoła ma też stajnie,więc spokojnie mogę go tam zostawić,test pokazał że należę do klasy Willchelm i że jak na razie jestem pierwszą osobą w szkole,no zobaczymy jak to się wszystko potoczy....